Rozdział II
Wybierali się, jak sójki za morze, ale w końcu Klaudii udało się spakować cały bagaż. Zataszczyła go do auta i wpakowała do bagażnika. Czując nagle na plecach znajome ciepło i gest, odwróciła się i dała mężowi całusa.
– W policzek? – zapytał zawiedzony Rafał. – Co ty? Pas cnoty też założyłaś?
– A co to jest cnota? – uśmiechnęła się serdecznie spoglądając na swoich rodziców, stojących nieopodal i zapatrzonych w bawiące się wnuki. – Powiedziałam im, że jedziemy razem, bo mam ci pomóc w pracy. Soczysty całus może podkopać tę przykrywkę.
– Ale ty naprawdę jedziesz mi pomóc w pracy. – Rafał wrzucił swoją walizkę (znacznie mniejszą od bagażu Klaudii) i zatrzasnął bagażnik Toyoty. – Jak zobaczy cię mój szef, to partnerstwo mam zagwarantowane.
Zobaczymy, czy jest honorowy, pomyślał o umowie, którą zawarł ze swoim pryncypałem. Umowie, o której Klaudia nie ma prawa się dowiedzieć. Zresztą, nie wiadomo, jak to się wszystko potoczy.
– Partnerstwo? – uśmiechnęła się lubieżnie. – Czy to ja mam być gwarantem tego kontraktu? A może chcesz upchnąć jakiś ekstra towar?
– Skarbie – podniósł ręce w poddańczym geście zaskoczony tym, że jej żart był tak bliski prawdy – najlepszym moim towarem jesteś ty – syknął od kuksańca, który mu zaaplikowała – nie jesteś na sprzedaż, ale…
– Ale? – poprawiła fryzurę i pomachała do dzieci. – Jakie „ale”, mój mężu?
– Ale zdecydowanie mogę cię użyczyć w dobre ręce – dokończył.
Klaudia nie dała po sobie poznać, że jej podbrzusze natychmiast zareagowało podnieceniem. Ten obraz, który na krótko rozświetlił jej wyobraźnię wręcz ją sparaliżował. Zapowiadał się cudowny weekend.
Na pożegnanie ucałowali i uściskali dzieciaki, zostawiając je pod opieką wniebowziętych dziadków, cieszących się na spędzenie z wnukami aż trzech dni.
Wyruszyli. Klaudia pełna motylków w brzuchu. Rafał z przebiegłym planem.
Podróż trwała już drugą godzinę. Jazda po autostradzie trochę nużyła, ale jednocześnie pozwalała na miłą rozmowę i trochę zadumy. Na pieprzną rozmowę i lubieżną zadumę. Ciągle zaglądała myślami do znajdującej się w bagażniku walizki. Do tego, co potajemnie zapakowała, gdy Rafał sortował skarpety, bokserki i torbę z jakimiś ciuchami. Uśmiechnęła się do samej siebie, odczuwając jednocześnie przyjemne pulsowanie w dole brzucha. Czyżby to uczucie zapowiadało coś nowego? Coś tajemniczego i ekscytującego? Może to prognoza na wspaniałą, wyzwalającą przygodę, która przetransformuje ich samych do stania się kimś, kim nawet nie marzyli, by się stać? A może po prostu miała chcicę? Taka ewentualność również istniała.
Cel wyprawy, a raczej stojąca za nim intencja, wywoływały przyjemne mrowienie, podkręcając zarówno podniecenie, jak i strach. Oczekiwanie na coś, czego nie przeżyło się nigdy. Ten krok w nieznane, ten skok w ekscytującą przygodę rozpalał wyobraźnię Klaudii do białości. Mrowienie w kroczu nie ustawało ani na moment. Nie mogła sobie znaleźć miejsca.
Z kolei Rafał zdawał się nie wykazywać żadnej ekscytacji. Trzymał spokojnie kierownicę i sprawiał wrażenie, jakby faktycznie jechał tylko do pracy ze swoją asystentką. Nie wiedziała, co o tym myśleć. Poprawiła się znowu na siedzeniu, szukając wygodniejszej pozycji. Jej całe ciało było wręcz boleśnie pobudzone. Uśmiechnęła się do swoich pragnień.
– Z czego tak się cieszysz, dziewczyno? – zagadnął niespodziewanie Rafał. – Od początku drogi wręcz tryskasz dobrym humorem.
– Za to ty nie trysnąłeś ani razu – zrobiła smutną minę – to niesprawiedliwe. Nie możesz się tak katować.
– To ty mnie katujesz – puścił jej oczko.
– Ja? – rzuciła bezczelne pytanie, jednocześnie głaszcząc się po kroczu przez materiał szortów. Rafał rzucił okiem i westchnął. – Przecież ja nic nie robię – dokończyła z miną niewiniątka.
– Pewnie, że nie – odparował – tylko pobudzasz się i pieścisz, jakbyś chciała wygrać konkurs na najbardziej wyuzdaną nimfomankę. I jak mam tu prowadzić auto? Gdyby miał guzik autopilota, już dawno zapiąłbym cię na tym siedzeniu.
– O, mój mężusiu… – W odpowiedzi ścisnęła przez materiał oba sutki i wypięła biodra do przodu. – Jakbyś mnie rano porządnie zerżnął, to może teraz jechałabym zaspokojona, zanurzając się w lekturze tygodnika ekonomicznego?
– Z całą pewnością, dzikusko. Raczej przeglądałabyś zestawienia podatkowe. – Wysunął rękę, by złapać pierś żony. Usłyszał głośny trzask i piekący ból. – Au! Cholera!
– Rączki przy sobie, jak prowadzisz – pogroziła mu zawadiacko palcem. – Nie możesz się rozpraszać na drodze.
– Że co? – Nie mógł uwierzyć w to, co słyszy. – Już nie mogę być bardziej rozproszony. Jeszcze chwila a rozbierzesz się do naga i wsadzisz sobie w cipkę wielkie dildo.
– Za kogo ty mnie uważasz? – odburknęła urażona, chociaż Rafał wiedział, że to tylko gra. – Nie mogłabym tego zrobić – odparła z poważną miną. – Dildo zostało w walizce.
– Wiesz co? Prawdziwa z ciebie suka – rzucił jej serdecznie.
Uśmiechnęła się do niego.
– To w takim razie, skoro tak cię rozpraszam, to uciekam na chwilkę w ciszę i spokój, żebyś nie musiał cierpieć katuszy podróży ze mną.
– Tak? – podjął zadziorną grę. – A co będziesz robić w tej ciszy? O ile to w ogóle możliwe.
– Zobaczysz. Zajmę się sobą – sięgnęła po smartfon – kulturalnie i w ciszy, bez rozpraszania twojej uwagi, postudiuję sobie podatki i zestawienia. Nie mogę się doczekać analizy tych zwyżkujących bilansów i egzotycznych fuzji.
Rafał uśmiechnął się i nie odezwał ani słowem.



Zostaw komentarz