Przebudzona-Paul J Simmons

Przebudzona – Rozdział 5

Rozdział 5

Sara przebudziła się w środku nocy. Mąż chrapał w najlepsze. Wiedziała, że w tej fazie snu nawet szczekanie psa go nie obudzi.

Spod jej powiek ulatywały poświaty majaków sennych. Perwersyjnych, zakazanych. Przepełnionych nagimi ciałami, pożądaniem i seksem.

Te obrazy nie miały wyraźnej kreski, lecz raczej migotliwe, rozmazane uczucia, emocje i pobudzone pierwotnymi instynktami żądze. Narkotyczny, niemożliwy do określenia zbiór zmiennych koncepcji, które rozpalały pożądanie.

Czuła żar między nogami. Była strasznie napalona. Tym razem naprawdę. Nie pamiętała dokładnie snu, ale jej cipka była cała mokra. Piersi boleśnie pobudzone. Włożyła dłoń w figi i zanurzyła palce w mokrych wargach. Westchnęła z podniecenia. Nie potrafiła zrozumieć, co takiego się wydarzyło, ale żądza, która paliła ją od środka, prawie odebrała jej rozum. Natychmiast na ekran umysłu wkroczyły kolorowe, trójwymiarowe obrazy. Wyobraźnia sama podsunęła odpowiednie sceny i aktorów.

 

Oto ona, zamknięta w szatni z sześcioma modelami. Patrzą na nią pożądliwie, czego – będąc całkowicie nadzy – nie mogą ukryć. I nawet nie próbują.

Sara podchodzi do nich i po kolei całuje każdego, poczynając od tego z największą pałą. Pieści ich napakowane klatki piersiowe. Głaszcze ramiona. Drażni sutki.

 

Cipka zapulsowała, gdy tylko uświadomiła sobie, że po raz pierwszy to nie ona jest uległą w tych fantazjach, lecz przejmuje inicjatywę. Ma do dyspozycji sześciu wspaniałych, wysokich, doskonale zbudowanych mężczyzn. Facetów z wielkimi, sterczącymi na jej widok penisami. Włożyła sobie palec. Mąż zachrapał niespokojnie. Pewnie śnił mu się jakiś mecz.

 

Sara podchodzi do największego z nich. Chwyta od razu za członka. Jest tak gruby, że jej dłoń nie może go objąć.

– Chcę cię mieć w sobie – mówi do rozpalonego żądzą faceta. – Chcę… – pociera dłonią po aksamitnym palu i zmienia narrację – masz mi go wsadzić aż po same jaja! Rozumiesz? A im głośniej będę krzyczeć, im bardziej protestować, tym mocniej masz mnie rżnąć, rozumiesz!?

Po tym, jak rozgorzało jego spojrzenie, jak wyszczerzył dziko zęby, pojęła, że doskonale zrozumiał.

Biada mi – pomyślała w wyobraźni. – I jednocześnie: hura!

 

Obraz począł zbliżać się do granicy, za którą Sara nigdy dotąd nogi nie postawiła. Nie pozwalało jej na to wychowanie i poczucie winy. Oraz wstyd. Włożyła w pochwę drugi palec. Zaczęła się szybko masturbować. Andrzej przestał chrapać, ale nie zwróciła na to uwagi.

 

Mężczyzna z wyobraźni podnosi ją jak piórko i osadza na swoich biodrach okrakiem. Jego członek sterczy dumnie, niczym twardy, obwiązany żyłami pal. Sara wyczuwa ogromną żołądź i zaczyna się na niego opuszczać. Powoli, okraszając każdy centymetr westchnieniem i krzykiem. Tak gruby kutas nie może przecież się w niej zmieścić. Nie ma prawa w nią wejść. A ona nie może przyjąć w siebie tak wielkiej pały.

 

Palce zaczęły ostry taniec. Sara zaczęła rzucać się w łóżku. Już przestała się przejmować tym, że może obudzić męża. Niewiele miała na tym etapie kontroli. Przecież właśnie w tym momencie pieprzył ją prawdziwy mężczyzna.

 

– Ooooooch – wzdycha głośno w wyobraźni, gdy ogromny członek zanurza się w niej. Milimetr po milimetrze. Bez końca. Oplata go nie tylko udami, ale także mięśniami pochwy. Nigdy w życiu nie czuła się tak wypełniona, tak dopchnięta, tak upragniona. Twardość kutasa jest miarą męskiego pożądania. Samiec zaczyna ją podnosić, co – ku jej rozpaczy – skutkuje wysuwaniem się z niej naprężonego organu. Unosi ją silnymi ramionami. Powoli. Ulga naciągniętej do granic możliwości pochwy miesza się z żalem, że z niej właśnie wychodzi. Ale na szczęście mężczyzna nagle opuszcza ją i jednocześnie wypycha biodra. Mocno. Wbija się w nią potężnie. Sara wyje z bólu i podniecenia. Czuje go aż pod sercem. Jak to możliwe?

 

Tańczące w kroczu palce przyspieszyły. Poruszały się już teraz przy akompaniamencie narastającego chlupotu. Sara nie zważała na nic. Czy Andrzej śpi, czy nie – miała to gdzieś. On miał swój orgazm. Zostawił ją nawet wstępnie nie rozgrzaną. A przecież jej też się coś od życia należy.

 

Nadziana na niego niczym najcudowniejsza zdobycz, całuje go. Głęboko. Zapalczywie. Brutalnie wręcz. Ale w pokoju nie są sami. Pozostali mężczyźni zaczynają zbliżać się do niej. Oczami wyobraźni widzi ich sterczące, obwiązane żyłami prącia. Czuje przerażenie i ekscytację, że każdy z nich dziś w niej skończy. Albo na niej.

 

Sara prawie dochodziła. Sapanie i westchnienia wypełniły sypialnię. Już nic nie miało znaczenia, była w zupełnie innym miejscu. Gdzieś w innej części wszechświata. Chciała dojść. Brakowało jeszcze jednego, małego bodźca. Jeszcze moment, chwilka.

 

Mężczyzna wbija się w nią coraz mocniej, a ona podskakuje na jego grubym kutasie niczym kukiełka. Niczym lalka, której jedynym zadaniem jest być zabawką do zaspokajania męskiej żądzy. Rozkosz rozsadza jej jaźń. I wtedy wydarza się coś niespotykanego. Coś, czego Sara nigdy w wyobraźni nie doświadczyła. Mężczyzna sam z siebie, zupełnie niezależnie, jakby działał całkowicie według własnych zasad, obraca się razem z nią w kierunku pozostałych. Chwyta ją za tyłek, a potem rozszerza i eksponuje jej pośladki. Niczym prospekt, wystawę, ekspozycję towaru. Ale nie przerywa rżnięcia ani na moment. Sara traci oddech z przerażenia i żądzy. Jej druga dziurka jest dla pozostałych na wyciągnięcie ręki, co musi być odebrane nie inaczej, jak zaproszenie. Ale chciała, pragnęła tego.

I wtedy, z poczuciem wdzięczności i ulgi, Sara czuje drugiego członka. Dokładnie na jej zapasowym wejściu. W jej pochwie już na dobre rozgościł się gruby, obwiązany żyłami penis, a kolejny właśnie puka do jej wejścia dla służby. Tego jest za wiele…

 

Tego faktycznie było za wiele. W chwili, gdy w wyobraźni drugi mężczyzna napierał na jej zwieracz, Sara westchnęła w orgazmie. Zatrzepotało nią, jakby ktoś ją podłączył do prądu. Wstrzymała oddech i wygięła się w łuk. Pulsująca pochwa zacisnęła się na jej palcach. Boże, jak ja to uwielbiam – pomyślała zaspokojona.

Bezdech przeszedł po chwili w sapanie. Chwilę później obrazy zwietrzały, straciły kolory i uleciały do szuflady z etykietą: „na później”. Sara, zaspokojona, zasnęła.

Andrzej nie chrapał.

Ale czy spał?

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone jako wymagane. *