Prolog
Są takie chwile, gdy delikatne muśnięcie karku robi na kobiecie większe wrażenie, niż siarczysty policzek. A ledwo ledwo wyczuwalna zmysłami pieszczota działa bardziej, niż wymierzony otwartą dłonią kochanka strzał w wypięty, rozpalony żądzą pośladek.
Mężczyzna, w odróżnieniu od chłopca, wie, że nie musi być brutalem, by panować. Potrafi swoją moc okazać bez użycia choćby odrobiny siły lub przemocy. Może być macho, chociaż nie musi. On nie odezwie się słowem, a zostanie przez nią wysłuchany. Nie musi być brutalem, by ją posiąść na własność.
Czasem wystarczy jedno spojrzenie. Jeden gest.
Kiwnięcie palcem.
* * *
Wypełniająca ściany zaułka ciemność zaciskała ją w mrocznej przestrzeni, niczym kleszcze. Ściany napierały, grożąc atakiem klaustrofobii. W opanowaniu emocji nie pomagała świadomość niebezpieczeństwa, w jakie wpakowała się na własne życzenie. Nie docierało do niej nic, poza podstawowymi odruchami walki lub ucieczki. Ale przecież musiała coś wymyślić!
Nieopodal piorun rozorał niebo, obnażając świat w stroboskopowej stopklatce. Wraz z uderzeniem gromu zdała sobie sprawę, że jej sytuacja nie poprawi się szybko. Nawet, gdy strażnicy oddalą się i zaprzestaną jej poszukiwań, co wydawało się mało prawdopodobne, przyjdzie zmierzyć się jej z ulewą i niebezpieczeństwem burzy.
Krótkotrwały szmer kropel uderzających o dach i ściany momentalnie zamienił się w ogłuszający huk lejącej się z nieba wody. Ulewny deszcz runął z pełną mocą. Klosze lamp otoczyły bąble światła, mieniące się w strugach deszczu.
Chociaż świat przesłoniły kurtyny ulewy, nadal nie mogła uciec. Strażnicy niewzruszenie czekali przed jej kryjówką. Wokół ich czapek, ramion i kolb pistoletów unosiła się mgiełka powstała z rozbryzgujących się kropel. Z pewnością nie zdawali sobie sprawy z tego, że nieopodal ukrywa się intruz.
Nagle poczuła za sobą czyjąś obecność. Zalała ją adrenalina wymieszana z ekscytacją. Sytuacja, w której się znalazła, miała w sobie tak niewiele realizmu, że nie zdziwiłoby ją, gdyby teraz się obudziła.
Jeszcze migotały pod powiekami rzeczy, których była świadkiem. Te, które rozpaliły ją do białości.
Huk ulewy wzmagał się. Wyczuła po subtelnym, ale nasilającym się zapachu perfum, że ktoś zbliżył się do niej od tyłu. Zapach ten kojarzył się jej z czymś zakazanym, niedostępnym, ale jednocześnie znajomym.
Ledwo wyczuwalny dotyk sparaliżował ją kompletnie. Otoczona ciemnością i strachem, nie miała odwagi nawet drgnąć. Zamknięta w kleszczach okoliczności, w które sama się wpakowała, nie mogła nawet myśleć o obronie. Gdyby teraz wybiegła z kryjówki, wpadłaby prosto w ręce strażników.
Nie miała wyboru.
Mężczyzna zbliżył się jeszcze bardziej i otoczył ją obecnością. Nie widziała go w tej nieprzeniknionej ciemności, ale wyczuwała doskonale. Zapanował nad nią, przywierając ciałem do jej pleców i bioder. Czuła jego oddech, miarową stanowczość i tę cholerną pewność w tym, gdy chwycił jej włosy i pociągnął. Krótko. Zdecydowanie. To było, jak zaznaczenie terenu. Uznanie za swoją własność. Ustalenie hierarchii: kto jest tu kim i na co może sobie pozwolić. I na co musi się godzić.
Lekki dotyk na karku.
Zadrżała. Czyżby to z powodu chłodu niesionego deszczem? Czekała na potwierdzenie tej hipotezy.
Nie minęła chwila i lekki ruch palca na obojczyku wywołał kolejną falę gęsiej skórki. Jednocześnie mężczyzna chwycił ją w pasie i przegiął tak, by się wypięła w jego kierunku. Wyczuła go. Jego podniecenie. Nakierował ją świadomie tak, by dać jej do zrozumienia, jak ta sytuacja – jak ona – na niego działa.
Wiedziała, że powinna krzyczeć.
Jednak nie wydobyła z siebie nic, poza cichym westchnieniem.
Nic nie działo się tak, jak zaplanowała. Nie była na to gotowa. Ale czy nie tego chciała? Zmiany? Ekscytacji? Obudzenia uśpionej części swojej kobiecości? Tej, która schowana, stłamszona marazmem i bylejakością każdego dnia, czekała na przebudzenie? A co, jeżeli to właśnie tak ma się odbyć?
Mężczyzna polizał jej ucho. Przeszedł ją gwałtowny dreszcz. Poczuła miękkość w kolanach i twardość na pośladkach. I nie chodziło o jakąś przyjemność czy rozkosz, lecz świadomość, że dzieje się to tutaj, w tym miejscu. Westchnęła i naparła biodrami na jego krocze. Nieświadomie. Powinna samą siebie zganić za ten ruch, ale po tym, co widziała wcześniej, nie mogła się powstrzymać. Mężczyzna nagle chwycił za jej kark. Ścisnął tak mocno, by nie mogła uciec, ale nie aż tak, by zadać ból. Przekaz był jasny: nie ruszaj się. Mam nad tobą władzę. Nie masz nic do powiedzenia. Nic nie możesz. Poddaj się.
Uległa temu niememu rozkazowi.
Przyparł ją do mokrej, chropowatej ściany. Strugi spływającego po elewacji deszczu natychmiast zmoczyły bluzkę. Przesiąkły głębiej, do piersi. Czuła, jak jej sutki twardnieją coraz bardziej. Nie chciała dociekać, czy to z powodu wilgoci i chłodu, czy podniecenia.
Znała odpowiedź.
Mężczyzna dmuchnął lekko w jej kark i przejechał językiem po szyi aż do płatka ucha. Zapach jego perfum wkradał się w jej oddech. Drugą ręką rozpiął jej guzik w spodniach. Wykonał ten gest tak po prostu, bez pytania. Jakby sięgał po swoją własność. Nie zaprotestowała. Nie miała takiego zamiaru.
Żar w podbrzuszu przypominał o grzesznych konsekwencjach. Na moment wróciła świadomość tego, co się dzieje. Targnęła się w uścisku. Męska siła natychmiast sprowadziła ją do parteru. Kleszcze ramion zamknęły się na niej. Mężczyzna czekał, trzymając ją w pułapce, aż podda się całkowicie, odpuści.
Rozluźniła ciało, co było wyraźnym znakiem dla niego. Nie miała przecież kontroli. Nic złego zatem nie splami jej sumienia. Nie poniesie winy. Niech się dzieje, co chce.
Rozszerzyła lekko uda, zapraszając go do siebie. Delikatnie. Chciała, by zrozumiał jej uległość, ale nie widział w niej dziwki.
A zresztą – pomyślała. – Mogę być nawet jego dziwką.
Abstrakcja chwili mąciła w głowie. Czy rzeczywiście za moment, za chwilę, zagłębi się w nią? Wypełni sobą? A ona? Pozbawiona skrupułów i wyrzutów sumienia nie tylko pozwoli mu na to, lecz tak naprawdę podda się temu, co ją czeka.
Jak do tego doszło? – zapytała samą siebie.
Fale podniecenia zalewały resztki jej zdrowego rozsądku, jednocześnie rozpalając żar budzący się pomiędzy jej nogami.



Zostaw komentarz