Przebudzona-Paul J Simmons

Przebudzona – Rozdział 3

Rozdział 3

Przestronny gabinet na trzydziestym piętrze wykończony był z klasyczną elegancją. Sztab renomowanych projektantów wnętrz pracował nad tym, by całość prezentowała się swojsko i przytulnie, ale jednocześnie z dystyngowanym przepychem, jakiego wymagała ranga tego miejsca. Obszerny pokój o powierzchni pięćdziesięciu metrów kwadratowych zdobiły starannie dobrane meble, które jednocześnie dodawały elegancji i stanowiły funkcję praktyczną. Obie ściany narożne, przeszklone od sufitu do podłogi, ukazywały panoramę miasta. Widok był imponujący. Nie pozwalał zapomnieć, że to z góry rozciągają się wpływy, status i pozycja. Na przeciwległej ścianie, w ramach wielkości A0, wisiało pięć aktualnych okładek czasopism, którymi zarządzała mieszcząca się w tym gabinecie władza. Te pięć zaledwie wydruków symbolizowało miliardowe przedsięwzięcie, rozciągające się na setki mediów, nieruchomości, spółek, holdingów i niezliczoną liczbę innych powiązań.

W rogu, tuż obok wejścia do prywatnej łazienki, mieścił się zestaw wypoczynkowy. To przy nim właśnie siedziały dwie kobiety i zawzięcie dyskutowały na temat, który te ściany słyszały już kilkukrotnie.

– A ty znowu o tym?

Anna Romilczak, redaktor naczelna pięciu poczytnych czasopism branżowych, rzuciła zniecierpliwione spojrzenie na Sarę. Jako jej bezpośrednia przełożona, a jednocześnie druga po bogu w spółce, miała prawie nieograniczoną władzę. Decydowała o losie setek pracowników, tysięcy dostawców, setek tysięcy ludzi z branży i milionów gustów, które kształtowała. Z pomocą między innymi takich ludzi, jak Sara.

– Prowadzisz dział fashion sprawnie, z sukcesami – zaczęła redaktor naczelna. – Oczywiście, zawsze można coś poprawić, inne rzeczy usprawnić, zbędne wydatki obciąć, ale generalnie góra jest zadowolona z twoich wyników, Sara. A ty znowu wyskakujesz z jakimiś mrzonkami? Po co ci to? Znudziła cię stabilizacja? Nie interesuje cię już prestiż? Chcesz zaczynać od zera? Ryzykować to wszystko? – Anna nakreśliła ręką łuk, obejmując tym gestem miasto, niczym swoją własność.

Sara mimowolnie skierowała wzrok za okno. Panorama z trzydziestego piętra ukazywała zupełnie inną perspektywę, niż z poziomu jej gabinetu.

– Ale przecież niczym nie ryzykuję – natychmiast przystąpiła do ponownej sprzedaży swojego pomysłu. Może tym razem się uda. – Przecież dział funkcjonuje sprawnie. Mamy siedemnastoprocentowy wzrost względem analogicznego kwartału sprzed roku. Rośniemy. Konkurencja ledwo nas goni. Moi ludzie sobie poradzą. Działają sprawnie i niezależnie…

– Skoro działają niezależnie – przerwała jej przełożona – to czy jesteś nadal potrzebna? Co, Sara?

Zapadła pełna napięcia cisza. Redaktor naczelna przez chwilę patrzyła na podwładną bez słowa, po czym roześmiała się i poklepała ją po ramieniu.

– Uważaj, jakie słowa wypowiadasz i przy kim – postanowiła dać pracownicy darmową lekcję korporacyjnego dbania o własną dupę. – Nie mów na spotkaniach zarządu, że jesteś niepotrzebna. Nawet aluzjami czy przenośniami, bo oni, w przeciwieństwie do mnie, mogą ci uwierzyć.

– Oj tam, Anka. Wiesz, o czym mówię.

– Wiem, cholera! I dlatego nie chcę, żebyś rzuciła to wszystko w diabły i przeniosła się do działu dziennikarstwa śledczego! Co to za pomysł? Nie dość, że fashion mi się rozlezie po kątach, asystentki rozpiją, albo zerżną do reszty modeli czy fotografów, to jeszcze ty przepadniesz w nowej roli, jako zupełny żółtodziób i nie będziesz mieć do czego wracać. Co to za dziwne czasy, że to ja muszę się o twój tyłek martwić, dziewczyno?

Sara spojrzała na przełożoną. Nie była to jej przyjaciółka, bo w korpo przyjaźni nie uświadczysz, ale koleżeńska zażyłość, oparta o szacunek, profesjonalizm i wypracowany dorobek miały dość duże znaczenie. Anna Romilczak patrzyła w oczy podwładnej długo. W końcu westchnęła zrezygnowana.

– To i tak nie ma znaczenia – powiedziała w końcu do zaskoczonej Sary. – Choćbym chciała, nie mogę cię przenieść.

– Dlaczego? Przecież masz taką możliwość.

– Właśnie siedzę nad komunikatem dla managerów – wskazała na monitor jej Maca. – Jutro wyślę oficjalne memo. Spółka dokonała fuzji i oficjalnie zmieniamy właściciela. Rozumiesz? Nie wiadomo, jakie czasy przed nami.

– Jak to? – Sarę aż zatkało. – Co znaczy, że zmieniamy? Było źle?

– Chuja tam – parsknęła Anna. – Było za dobrze. Na tyle dobrze, że zostaliśmy kupieni.

– Przez kogo? Kiedy? – Sara nadal była w szoku.

– Oficjalnie wszystkiego dowiesz się na przyjęciu z tej okazji. Po sprawozdaniu kwartalnym. Za dwa tygodnie.

Sara już zamierzała złożyć oficjalny, werbalny wniosek, ale szegowa ją ubiegła.

– Obecność obowiązkowa! – wyprostowała wskazujący palec. – Zwłaszcza dla najwyższych managerów. A ty do takich należysz. Strój galowy.

Cholera – dziewczyna zaklęła w myślach. Nienawidziła tych przyjęć.

– A mogę chociaż zabrać męża?

– Nie! – skwitował krótko Anna. – Żadnego łamania zasad. Nie stać nas.

– Nie stać? Dopiero co podobno ktoś wyłożył za nas kupę forsy.

Anna rozwarła obie dłonie.

– A czy widzisz tu te pieniądze? – rzuciła cierpko. – No. Ja też nie. Zasada jest taka: po takiej ogromnej fuzji jak ta, cała spółka, od prezesa i dyrektora zarządzającego poprzez managerów głównych pionów wszystkich marek i kierowników niższego szczebla, a na liderach zespołów kończąc musi spiąć półdupki i szukać pieniędzy. Ty, ja i każdy pracownik, nawet najniższy na samym dole, będziemy musieli zapierdalać, żeby na tę fakturę zarobić. Rozumiesz?

Rozumiała.

– Dlatego właśnie – podsumowała redaktor naczelna – nie mogę cię przenieść, bo to ryzyko nie tylko dla ciebie, ale też dla całej spółki. Twój dział musi teraz zarabiać jeszcze więcej. To nie jest dobry czas na zmianę lidera prowadzącego. Rozumiemy się? Naprawdę potrzeba tam kogoś, kto utrzyma to w ryzach. A ty się świetnie do tego nadajesz, Sara. Sprawdziłaś się, sprawdzasz nadal i liczę na ciebie. Mogę na tobie polegać?

Sara nienawidziła takiego stawiania sprawy. Szantaż emocjonalno–ekonomiczny. Ale co mogła zrobić?

– Jasne, Ania. Rozumiem. Wracam do siebie. Zaraz koniec sesji do kalendarza. Muszę dopilnować harmonogramu.

Redaktor naczelna ożywiła się nagle.

– To ta sesja? Z tymi – wykonała gest cudzysłowu – strażakami, tak? Widziałaś ich?

– Tak – odparła Sara, ale postanowiła pominąć to i owo.

– Jacy są? – oczy przełożonej rozbłysły jakimś dziwnym, dzikim blaskiem. Oblizała wargi. – Dorodne samczyki? Cieszą oko, chłopaki?

– Mogą być – odparła Sara i podniosła się z fotela.

Nie było już o czym rozmawiać.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone jako wymagane. *