Rozdział 8
Miasto daje, ale miasto wymaga. Zabiera życie, choć podarowuje możliwości. Karmi się marzeniami, a w zamian oferuje polewkę z mieszaniny rozczarowania, iluzji sukcesu oraz niespełnionych oczekiwań.
Dni przepełnione obowiązkami mijały szybciej, niż wypada, ale wolniej, niż należy.
Sara rzuciła się w wir pracy. Kierowanie działem wymagało pełnej uwagi i dostępności. Po fuzji otrzymała nowe zadania, które przyjęła z takim samym entuzjazmem, z jakim każdy manager przyjmuje więcej odpowiedzialności za te same pieniądze. Na szczęście zróżnicowany grafik nie pozwalał się jej nudzić.
Musiała dopiąć brief najbliższego numeru, zaakceptować propozycje sesji, przejrzeć portfolio agencji modelingowych, zapoznać się z ofertą domów mody, przyjrzeć się pomysłom projektantów, przekalkulować koszty z zasięgami influencerów i masą dodatkowych spraw. Dodatkowo uczestniczyła w trzech sesjach fotograficznych. Nie tak pasjonujących jak ta, którą wspominała z rozrzewnieniem. Na szczęście jej asystentka wnosiła mnóstwo świeżego humoru, zaangażowania i pasji. Sara uwielbiała z nią pracować. Zwłaszcza teraz czuła, że ich relacje są niejako pogłębione. Za sprawą tajemnicy, rzecz jasna, ale jednak.
Co było oczywiste, Sara nie wspomniała słowem o pamiętnej nocy. Znała temperament swojej podwładnej i była prawie pewna, że bardziej opłacalne było siedzieć cicho. Gdyby wezwała ją na dywanik i rzuciła oskarżenie, że pieprzyła się w jej biurze, Angela speszyłaby się zdecydowanie mniej niż przestraszyła utratą pracy.
Piątkowe przedpołudnie obie spędziły na sofie w biurze, przeglądając fotosy i mockupy. Tej samej sofie, na której Maks brutalnie ją pieprzył, a ona tak ochoczo mu się oddawała. Świadomość tego kręciła Sarę w dziwnie perwersyjny sposób.
– Dlaczego tak nagle ulotniłaś się z przyjęcia? – zagaiła nagle Angela, jakby wyczuła myśli przełożonej. Widocznie to miejsce również wywołało w niej wspomnienia. – Myślałam, że poplotkujemy i pofilujemy facetów.
Sara uśmiechnęła się skrycie.
Ty na pewno konkretnie sobie pofilowałaś – pomyślała i ze zdziwieniem poczuła, że do tej myśli przyczepiła się nutka zazdrości.
– Musiałam wcześniej wyjść – skłamała.
– Szkoda.
– A działo się coś ciekawego? Jak się bawiłaś?
Tym razem Angelika uśmiechnęła się do wspomnień.
– Było fajnie – tylko taką odpowiedź raczyła podać.
– Udało ci się usidlić jakiegoś faceta?
Na policzki dziewczyny wpełzł rumieniec, a zamglone spojrzenie ewidentnie podpowiadało Sarze, że Angela przeniosła się w inny czas i miejsce.
No, może nie w inne miejsce, bo cała akcja działa się właśnie tutaj – pomyślała Sara.
– Może… – odpowiedziała tajemniczo Angelika.
Nagle telefon wydał dźwięk powiadomienia. Sara podniosła go.
– Dokończ tutaj – powiedziała do podwładnej. – Wpadło mi spotkanie z szefową. Wzywa mnie do siebie.
– Idziesz do naczelnej? Czego może chcieć?
– A bo ja wiem? Zaraz się przekonam.
Wstała i wyszła z gabinetu, zostawiając Angelikę z poleceniem, by dokończyła. Dopiero po chwili dotarła do niej dwuznaczność tego stwierdzenia.
* * *
Gabinet Anny Romilczak był zawalony papierami. Wyglądało to tak, jakby redaktor naczelna nie radziła sobie z zadaniami. Ale to był tylko pozór. Sara znała legendarne wręcz ogarnięcie swojej przełożonej.
– Cześć, Sara – przywitała ją podniesieniem głowy znad rozłożonego segregatora. – Usiądź. Już kończę.
Usiadła na sofie i położyła smartfon na blacie. To był już jej nawyk. Jak również to, że każde spotkanie, rozmowę i ustalenia nagrywała na dyktafon. Może nieeleganckie, ale doskonałe na dupochron. Zwłaszcza w korporacji. A już przede wszystkim w sytuacji, gdy jest się wezwanym na nagłe spotkanie bez podania wcześniejszej agendy i tematu rozmowy.
Redaktor naczelna zamknęła skoroszyt, podeszła i usiadła, po czym od razu przeszła do rzeczy.
– Pozwól, że od razu przejdę do rzeczy – oznajmiła, po czym położyła na blacie stolika teczkę na akta wielkości A4. – Nadal jesteś zainteresowana zmianą działu i kierunku swojej kariery?
Sarę zatkało. Wszystkiego mogła się spodziewać, ale czegoś takiego? Po jej minie przełożona wywnioskowała, że zabrakło jej słów. Słuszny był to wniosek, ponieważ odezwała się ponownie.
– Męczysz mnie tym od dawna. A ja, jeżeli mam być szczera, nie godziłam się na to dla twojego dobra. No i, jeżeli znowu mam być szczera, dla dobra korporacji.
Sara słuchała wdzięczna, że jej szefowej zebrało się na tak wiele szczerości.
Anna pochyliła się i podniosła akta.
– To – uniosła je przed oczy Sary – jest zadanie idealne dla dziennikarza śledczego. Dziennikarki, jeżeli mam już być konkretna. Pytanie tylko, czy się podejmiesz? I od razu zaznaczę, że nie będzie to łatwe zadanie. Chociaż z innych powodów, niż może ci się wydawać.
– Ale co może mi się wydawać, Ania – Sara odzyskała język – jak nie mam pojęcia o co chodzi? O co chodzi? Dlaczego tak nagle zmieniasz zdanie? Co się zmieniło?
Anna westchnęła i oparła się ciężko na oparcie sofy.
– Kierownictwo się zmieniło. O to. I to kierownictwo właśnie zaczęło przeglądać pomysły, wnioski i maile na pewnej skrzynce. A jak sama wiesz, dużo tam wysłałaś wniosków o przeniesienie. Pamiętasz może?
– To oficjalna skrzynka na takie sprawy – odpowiedziała, ale nie zamierzała się tłumaczyć. Nie było z czego.
– No i dobrze, dobrze. Po to jest i po to będzie. Rzecz w tym, że ktoś z samej góry zapoznał się z twoją propozycją i zostałam poproszona o wydanie opinii w twojej sprawie.
Sara zaśmiała się serdecznie.
– Czyli nic nowego. Tak, jak wcześniej, mój los i moja kariera są w twoich rękach. Po to mnie wezwałaś?
– Nie tym razem, bo wiesz co? Postanowiłam zmienić zdanie i zarekomendować cię do tego zadania. I do zmiany działu na dziennikarstwo śledcze. O ile się podejmiesz, rzecz jasna – wskazała na teczkę, ale Sara doskonale wyczuła, że nie powinna jeszcze po nią sięgać.
– Co to za zadanie?
– Chwileczkę, chwileczkę – redaktor naczelna uniosła dłoń – musisz wiedzieć, jak wiele ryzykowałam i ile kosztowało mnie przekonanie góry, że to właśnie ty, szefowa działu fashion, może się do tego zadania nadawać. To wykracza daleko poza obszar twoich kompetencji, więc niejako ja też nadstawiam dupę, rozumiesz?
– Czyli, jak dam dupy, to ty też za to bekniesz?
– Oby do tego nie doszło. Naprawdę ci radzę. Bo musisz wiedzieć, że lubię cię Sara i cenię twoją pracę. Wiem, że potrafisz zapierdalać i angażować się na całego. Ale gdy przyjdzie mi wybierać: ja, albo ty, jeśli ty nie podołasz – nie będę miała wyboru.
Sara milczała długo.
– Wylecę? – wydukała w końcu.
– Niestety, ale może do tego dojść, chociaż zrobię co tylko możliwe, aby się to nie wydarzyło – odpowiedziała ze smutkiem Anna.
– Czego ode mnie oczekujesz? – Sara ze świstem wypuściła powietrze.
– Decyzji. Do poniedziałku do południa. Później nie będzie odwrotu. I żadnego koła ratunkowego.
– Co to znaczy?
– To, że nie będziesz mogła przejść z powrotem do swojego działu – zabrzmiało to jak wyrok. – Twoje obowiązki przejmie ktoś inny.
Sara przełknęła ślinę. Poczuła gorzki smak ryzyka. Znała temperament szefowej. Wiedziała, że ma ledwie kilka sekund, by się na coś zdecydować. Przypomniała sobie ostatnie wydarzenia. Incydent na pasach, sesję zdjęciową z dorodnymi byczkami, przyjęcie, skryty seks w jej gabinecie. I to, ile tej ekscytacji ma w domu.
Sięgnęła po teczkę.
– Dam ci odpowiedź w poniedziałek do południa.
– Doskonale – Anna Romilczak wstała dając znak, że spotkanie dobiegło końca.
– I dziękuję, szefowo.
– Za co?
– Że się za mną wstawiłaś.
– Jeszcze nie dziękuj, bo to może być niedźwiedzia przysługa. Najpierw zapoznaj się z aktami. W domu. Masz na to cały weekend. Tymczasem, mamy co robić.
Po wyjściu z gabinetu redaktor naczelnej Sara oparła się o ścianę i poczuła, że zbliża się atak paniki. To było tak nierealne. Tak dziwne.
Tak bardzo jej na tym zależało, tak długo o to zabiegała. Za każdym razem zderzała się ze ścianą. I w chwili, gdy już odpuściła i machnęła ręką, to marzenie spełniło się samo.
Czuła ekscytację. Zarówno z powodu wiadomości i nowych perspektyw, jak i nowego zadania, które jej przydzielono.
Ściskając pod pachą tajemniczą teczkę z aktami, wróciła na swoje piętro. Do być może ostatnich zadań, które stały przed nią na stanowisku dyrektorki działu fashion.
Chociaż miała czas do poniedziałku, już wiedziała, że się zgodzi. Że to zrobi.



Zostaw komentarz