Przebudzona-Paul J Simmons

Przebudzona – Rozdział 10

Rozdział 10

– Zgadzam się – rzuciła od razu, gdy przekroczyła próg gabinetu szefowej. – Biorę tę robotę.

Poniedziałkowego ranka gabinet redaktor naczelnej tonął w promieniach wczesnego słońca. Ostre cienie, odbite od szklanych i wypolerowanych elementów wystroju, kroiły cień na ścianach i podłodze, niczym świetlisty miecz. Prawie poziome promienie migotały drobinkami kurzu.

Anna Romilczak podniosła wzrok znad ekranu laptopa i spojrzała na podwładną. Upiła łyk energetyka i opadła na oparcie. Po jej nietęgiej minie dało się wywnioskować, że spodziewała się innego obrotu sprawy.

– Gratuluję – rzuciła gorzko. Ewidentnie miała nadzieję, że Sara spęka. Sama częściowo spreparowała teczkę tak, żeby nie pozbawiać się świetnej kierowniczki działu, który przynosi pieniądze. Chciała ją zniechęcić, lecz ostateczna decyzja musiała wyjść od jej podwładnej.

Cóż, ona też miała szefa.

Bezwzględnego.

A jego życzenie było rozkazem.

Mimo wyraźnych poleceń, postanowiła jednak lekko wyperswadować podwładnej ten pomysł.

Tymczasem Sara podeszła do biurka i oparła się o krawędź. W oczach miała ogień. I coś jeszcze.

Anna z miejsca dostrzegła to “coś”, co kiedyś napędzało ją samą. W spojrzeniu podwładnej paliła się determinacja. Coś, co nie tylko stało za decyzją, lecz za odpowiedzią na kluczowe pytanie ludzi, którzy chwytają byka za rogi i powalają go w piach. Sara wiedziała już, “dlaczego” chce to zrobić. Była pewna, że nic nie powstrzyma tej zdeterminowanej kobiety. Zrobi co trzeba i wykona każde zadanie, bo poznała prawdziwy powód, dlaczego powinna się tego podjąć. Redaktor naczelna w głowę zachodziła, cóż takiego mogło być przyczyną tak twardej determinacji, która promieniowała wręcz z postawy Sary. Ona nie podjęłaby się tego zadania za nic na świecie.

Dlatego, gdy tylko pojęła, że nie da rady przekonać podwładnej do zmiany decyzji, zmieniła natychmiast front.

– Gratuluję, kochana – tym razem zabrzmiało to uroczyście. – To doskonała decyzja. Czego potrzebujesz na start?

Musiała okazać pomoc. Na wypadek, gdyby Sarze, nie daj boże, wyszło, ona również by na tym skorzystała. Poza tym, jej własna kariera również była na szali. Podwładna, rzecz jasna, za nic nie mogła się o tym dowiedzieć.

– Potrzeba mi szczegółów – rzuciła Sara. – Więcej detali. Od czego zacząć?

– Ależ wszystko jest w aktach. Masz dostać się na ten teren, do tej posiadłości i napisać reportaż o tym, co się tam dzieje. Rzetelnie, obiektywnie i dogłębnie.

– Tylko tyle? – To pytanie Sara wypowiedziała trochę zbyt sarkastycznie. Przełożona nie przejęła się tym.

– Nikt nie czarował, że fach dziennikarza śledczego to łatwa robota, dziewczyno. Sama chciałaś. Prosiłaś miesiącami, więc musiałaś wiedzieć, że trzeba czasem ryzykować, oszukiwać, udawać kogoś innego, kłamać. Często nawet męża. Bywa, że musisz wyjechać na dłużej, jeżeli sprawa tego wymaga. I poświęcić się sprawie. To nie robota. Nie profesja. I zdecydowanie nie etat. To misja.

Zamilkły obie. Po minie Sary Anna Romilczak wywnioskowała, że nie za bardzo jej pomogła.

– Słuchaj – zaczęła ponownie i dopiła napój. – Raz na kwartał odbywają się dziwne, tajne spotkania pewnej grupy ludzi. Ludzi z wysokich sfer. Rzekomo, bo sprawa owiana jest tajemnicą. Cała rzecz zresztą jest śliska, niepewna i w najmniejszym stopniu nie poparta ani dowodami, ani zeznaniami naocznych świadków. Mamy tylko plotki, domysły i tyle. Czyli idealny materiał na śledztwo dziennikarskie. Twoje zadanie to napisać o tym, co się tam dzieje. Kto bywa na tych spotkaniach. I wszystko pieczołowicie udokumentować. Bez dowodów całym materiałem będzie się można co najwyżej podetrzeć.

– Dlaczego? – rzuciła Sara. – Nie takie tematy przechodziły i nie było kłopotu.

– Tak, zgadza się. Ale tylko w przypadku, gdy chodziło o zrzut ścieku przez lokalną firmę meblarską albo inną aferę, w którą nie był zamieszany nikt z polityków, włodarzy albo kleru. Gdy tylko sprawa dotyka tych śmierdzących obszarów – dowody są naszym dupochronem. No i przede wszystkim – podnoszą wiarygodność.

– A jeżeli jakimś cudem dostanę się tam i sfotografuję tych gości, a później okaże się, że to jakiś radny, burmistrz, albo prezydent miasta?

– Albo biskup? – dokończyła redaktor naczelna.

– Właśnie. Co wtedy?

– Wtedy bez dowodów będziemy mieć bardzo gorący kartofel, którego trzeba będzie się bardzo szybko pozbyć.

Na potwierdzenie tych słów rzuciła pustą puszkę do kosza. Po biurze rozległ się metaliczny dźwięk.

Sara zamilkła zszokowana.

– No co się tak patrzysz? – Szefowa wydawała się lekko urażona jej postawą. – Zasiedziałaś się w ciuszkach i modzie, to nie wiesz, jak wygląda ten prawdziwy świat. Świat władzy, pieniędzy, dziwek i szemranego towarzystwa. To nie przelewki. I naprawdę, Sara, lubię cię i cenię – tym razem powiedziała to szczerze – dlatego doradzę ci jedną rzecz. Jeśli cię złapią – graj do końca. Udawaj, ściemniaj, oszukuj. Wiem, że jesteś wierząca i hołdujesz wierności, ale gdy przybranie roli dziwki uratuje twoją skórę, radzę ci dać dupy.

– Postaram się, szefowo jej nie dać – obiecała solennie Sara.

– Nie zrozumiałaś, złotko. W takich sytuacjach, gdy może być niebezpiecznie, masz wykorzystać wszystkie swoje atuty i przetrwać. Te również – wskazała wprost na biust dziewczyny. – Rozumiesz teraz?

Na policzki Sary wpełzł rumieniec. Nareszcie zrozumiała.

– Zaczynasz od środy – wydała dyspozycję. – Zastąpi cię Angelika. Przynajmniej dopóki nie znajdziemy kogoś na twoje miejsce. Załatwione?

– Załatwione – odparła Sara. Klamka ostatecznie zapadła.

– Doskonale. I nie stresuj sie na zapas. Naprawdę nie mamy pojęcia, co tam się wyprawia. Może to dzikie satanistyczne rytuały z mordowaniem kozłów i dziewic albo partyjki brydża na duże stawki. To zresztą twoje zadanie dowiedzieć się co. Masz czas do soboty, żeby opracować plan działania.

– Do soboty?

– A co? Nie czytałaś akt? Pierwsze spotkanie w sobotę. Za pięć dni.

Sara zaniemówiła.

A więc to prawda – pomyślała. – To się dzieje naprawdę.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone jako wymagane. *