Chcę więcej kochanie

Chcę więcej kochanie – rozdział IV – cz. 3

Odwróciła się gwałtownie i wciągnęła powietrze. Pierwszym zmysłem, który zarejestrował przyjemne bodźce był węch, pobudzony delikatną wonią wody kolońskiej i, chociaż to wydawało się niemożliwe, pieniędzmi. Na drugim miejscu zdecydowanie ucieszone zostały oczy, poczęstowane eleganckim i schludnym wyglądem stojącego przed nią (nie mogła od razu oprzeć się temu skojarzeniu) dżentelmena. Wiek mogła jedynie szacować, ale wyglądał na trzydziestolatka. Lub zadbanego trzydziesto-pięciolatka. Po pobieżnym zlustrowaniu sylwetki jej wzrok zatrzymał się na jego twarzy. Gdyby nie gładko ogolone oblicze, to z tą mocną kwadratową szczęką, dołeczkiem w podbródku i niebieskimi oczami mógłby pozować na twardziela. Albo ogorzałego kowboja. Zdawała sobie sprawę, że każda kobieta ma swój wyidealizowany model mężczyzny doskonałego. Takiego, który nawiedza je w snach, fantazjach i grzesznych wędrówkach po krainie wyobraźni. Którego jednego spojrzenia wystarczy, by rzucić wszystko i uciec na sam kraniec świata. Z nim. Przy jego boku. Każda kobieta ma taki ideał w głowie, na widok którego miękną jej kolana, ręce zaczynają drżeć, a serce kołatać, niczym spłoszony cietrzew.

Mężczyzna, który uśmiechał się do Klaudii miał wiele tych idealnych cech. Nie był, co oczywiste, TYM ideałem. Był przecież prawdziwy. Ale, cholera, pomyślała, całkiem smakowite z niego ciacho.

Co było dla niej intrygujące, do doskonale skrojonego garnituru nosił pod czarnymi oxfordami krzykliwie kolorowe skarpety. I obie nie pasowały do siebie. Były z innej pary.

– Specjalnie tak je noszę – wypalił nagle, całując jej dłoń, którą już zdążyła mu podać – gdy kobiety widzą moje skarpety, nie zwracają uwagi na to, że mam krzywy nos.

Rozbroił ją. Przez moment patrzyła na niego z głupią miną. Widząc jednak radosne ogniki w jego oczach, oraz to, że jego nos jest doskonale prosty, od razu zrozumiała, że ten, który całuje jej dłoń jest urodzonych żartownisiem. Parsknęła śmiechem i po chwili uśmiechnęła się lekko. Zależało jej na tym, aby ten ćwiczony latami uśmiech był zabójczo rozbrajający. Chyba jej się udało.

– Przepraszam – usprawiedliwiła swoje zachowanie – nie mogłam się powstrzymać. Widzę, że lubi pan wyrafinowany żart.

– Ależ nie ma za co przepraszać. Pięknej kobiecie wiele można wybaczyć – odparł rozbawiony. – Maksymilian Kownacki – przedstawił się.

– Klaudia Wysocka – odpowiedziała – miło mi, panie Maksymilianie.

– Ależ – uniósł dłoń w geście sprzeciwu – Maks w zupełności wystarczy. Będę zaszczycony, jeżeli pani zechce mi mówić po imieniu.

– Pod jednym warunkiem – usiadła na podsuniętym przez niego krześle.

– Oczywiście – usiadł po jej prawej stronie i rozpiął guzik marynarki. – Spełnię każde życzenie.

– Każde? O, czyżby? Naprawdę?

Zdała sobie sprawę, że palnęła to na głos. Idiotka, skarciła się w myślach. Zauważyła, że brwi Maksa uniosły się lekko, a kąciki ust powędrowały do góry prawie niezauważalnie.

– Mój warunek jest następujący – podjęła desperacką próbę zatuszowania swej gafy – jeżeli ty również nie będziesz mi „panował”.

– Panował? – Uśmiech zrobił się jeszcze szerszy. – To słowo, wypowiedziane z pani ust mógłbym odebrać opacznie. Być może nie do końca tak, jak by się pani spodziewała. Lub oczekiwała. Jeżeli piękna kobieta mówi o panowaniu, mężczyzna czuje zobowiązanie, by tę kobietę głębiej poznać.

– Głębiej?

– Oczywiście – rozłożył dłonie, jakby tłumaczył sprawy oczywiste. – Jak inaczej mógłby to życzenie spełnić? Każdy mężczyzna powinien znać swoją kobietę. Zwłaszcza, jeżeli jest to piękna kobieta.

Już trzeci raz użył tego słowa. Zastanawiała się, czy ten komplement był przeznaczony dla niej, czy wręcz przeciwnie. Mógł przecież mówić o szczególnej urody rodzaju kobiet, do których przecież ona nie musiała się zaliczać. Postanowiła to zweryfikować. Mężczyzna może mówić różne komplementy i kokietować, niczym Adonis, ale to nie oznacza, że robi to szczerze. Ale ciało nie kłamie. Pora przetestować hipotezę.

Założyła nogę na nogę, eksponując udo i wypięła piersi. Lekko, ale piorunująco skutecznie. Ten ćwiczony latami gest nie był wulgarny, ani ostentacyjnie uwodzicielski. Był niewinny. Oczywiście tylko z pozoru. Ale i tym razem ten kuszący barometr zadziałał, ponieważ jej przedstawienie natychmiast przyciągnęło jego wzrok. Zauważyła, że w dyskretnej, lecz absolutnie nie udawanej wędrówce jego spojrzenia po jej zakrytych i odkrytych krągłościach, zatrzymał się przez sekundę na błyszczącym się na jej kostce łańcuszku. Uśmiechnął się, jakby coś sobie uświadomił, po czym spojrzał w jej oczy i całkowicie skoncentrował się na niej.

– Mów mi po imieniu – powiedziała to wreszcie, kończąc wątek ich rozmowy.

Dlaczego przy takich facetach zapomina języka w gębie?

– Ależ oczywiście, Klaudio – jego matowy baryton sprawiał, że odczuwała ciarki pod kolanami.

– Świetnie, Maks – rozluźniła się nieco. – Cieszę się, że mamy to za sobą. Napijesz się czegoś?

– Chętnie – ta odpowiedź na grzecznościowe pytanie trochę ją zaskoczyła, ale również ucieszyła.

W tej właśnie chwili do ich stolika podeszła Agata, niosąc taki sam kawałek ciasta, którym raczyła się Klaudia. I do tego zestaw espresso. Zastanawiała się, kiedy zdążył to zamówić? Skąd Agata wiedziała co, dokąd i komu podać? To ją zaintrygowało.

– Jak ci się podoba w hotelu Eden? – rzucił chyba standardowe pytanie na zagajenie rozmowy.

– Dopiero przyjechałam. – Klaudia upiła łyk kawy. – Ale jak do tej pory? Doskonale.

– Bardzo się cieszę, że tak właśnie jest – odparł, jakby mu na tym zależało. – Skoro dopiero przyjechałaś, to czeka na ciebie całe mnóstwo atrakcji.

– Mówisz tak, jakbyś sprzedawał przy śniadaniu usługi świadczone w tym hotelu – pomimo oficjalnego stylu, którym się nosił i trochę dystyngowanego języka było w nim coś, co sprawiło, że poczuła się swobodnie.

– Naprawdę tak to zabrzmiało? – roześmiał się serdecznie. – Wybacz. Trochę zboczenie zawodowe. Czasem trudno to kontrolować. Dziękuję, że zwróciłaś mi uwagę, Klaudio – upił łyk espresso i zatoczył ręką – to miejsce po prostu jest niesamowite.

– Często tu bywasz – stwierdziła. – Znasz pewnie wszystkie zakamarki tego miejsca? Jego sekrety. Tajemnice. Mam rację, Maks?

Ten zamyślił się chwilę, chcąc oddać jej satysfakcję oczekiwania na zadane pytanie.

– Tak – odrzekł w końcu. – Ale tylko połowicznie. Wiesz, to specyficzny hotel. Ma mnóstwo tajemnic, ale żadne nie wydostają się na zewnątrz.

– Też tak słyszałam.

– Zatem ten ktoś dobrze cię poinformował. Twoje i wasze tajemnice również pozostaną w tych murach.

– Skąd wiesz, że nie przyjechałam tu sama? – spojrzała na niego prowokacyjnie.

Zamiast odpowiedzieć, Maks upił łyk espresso, ciągle się jej przyglądając. I milczał, jak zaklęty. Zamiast usłyszeć odpowiedź otrzymała serdeczny uśmiech. Po chwili zrozumiała, że jej rozmówca nie piśnie ani słówka. W sumie podobało się jej to. Ta stanowczość.

– Jesteś tajemniczy, Maks.

– Czyż nie jest prawdą, że niektóre kobiety kochają tajemnice?

– A co się stało z „piękne kobiety”?

– O, moja droga – od razu miał gotową odpowiedź – powiedziałem „niektóre”, ponieważ te piękne często same z siebie stanowią bardzo mroczną lub fascynującą tajemnicę. Mistycyzm, otulający ich istotę, niczym płaszcz czarodzieja, przyciąga uwagę i hipnotyzuje. Nas, oczywiście. Mężczyzn. Ta zagadka, którą pachną piękne femme fatale jest uszyta z ich tajemnic. I tajemnice te trzeba dopiero odkryć. O ile na to zezwolą. I pod warunkiem, że mają w tym przyjemność. Czyż nie jest tak, Klaudio? Czy ty, pytając hipotetycznie, dałabyś się odkryć?

Nagle, była pewna, że jej się nie przywidziało, jego oblicze zmieniło się na moment. Odniosła silne wrażenie, jakby rozbierał ją wzrokiem. Dosłownie obmacywał ją spojrzeniem, a ona czuła to wyraźnie. Natarczywy, mocny impuls błąkający się po jej ciele. Wędrująca uwaga o wyraźnym zabarwieniu erotycznym kąsała jej udo, biodro, piersi. Zawędrowało nawet między jej nogi. Uderzenie gorąca sprawiło, że na moment straciła oddech. Sięgnęła po filiżankę kawy.

Postanowiła nie odpowiadać na tę bezczelną prowokację. Milczała.

Maks po chwili ponownie stał się dystyngowanym Maksymilianem. Dżentelmenem.

– Coś czuję, że odkryłeś tutaj wiele tajemnic, o których chciałbyś zapomnieć, albo nie możesz pisnąć ni słóweczka – zaszczebiotała dochodząc do siebie po fali gorąca – mam rację?

– Albo jedno i drugie. Zresztą, wiele z nich sprowokowałem sam – odparł skromnie. – A wierz mi – przewiercił ją świdrującym spojrzeniem – dzieją tu się rzeczy wręcz fenomenalne. To, czego umysł statystycznego zjadacza chleba nie jest w stanie pojąć.

Ta odpowiedź wręcz ją zelektryzowała eksplodującymi obrazami kreowanymi przez wyobraźnię. Od razu stanęły jej przed oczami sceny, które widziała na filmach z katalogu „Podatki i zestawienia”. Ostre, wyuzdane orgie. Kłębowisko wijących się w lubieżnych spazmach ciał. Brak wszelkich hamulców moralnych i społecznych. Obraz stał się w pewnym momencie tak rozbudowany, że zaczął pachnieć absurdem. Przecież, tak na logikę, to cóż takiego fenomenalnego może dziać się w hotelu? No, dobra. Wiadomo, że to hotel inny, niż reszta. Ale co to zmienia? Po prostu dzieje się to samo, co w pozostałych, lecz może w trochę większej skali? Skali dostosowanej do statusu, władzy i ego swoich gości. Nagle do niej dotarło. Cholera. Jeżeli ukrywają się tu przed światem politycy, możni i wpływowi, to to miejsce w niektórych obszarach musi przypominać przedsionek piekła. Lub przedpole raju.

Hotel Eden.

– Widzę, że zrozumiałaś – odezwał się do niej po tej chwili zadumy – to wspaniałe obcować z tak fascynującą kobietą – widząc jej zaskoczenie, po chwili dodał – mam głównie na myśli doskonałe kojarzenie faktów, moja droga. Nic zdrożnego, bynajmniej.

Pogroziła my palcem na tę wyraźną dwuznaczność i dopiła kawę. Natychmiast dostała propozycję.

– Jeżeli masz ochotę, mogę oprowadzić cię po tym skromnym przybytku – zaoferował się Maks. – Poznam twoje potrzeby i być może zdołam coś zrobić, by je zaspokoić – nie skrywał się z tą dwuznacznością. – Wiem, że nie jest komfortowo, gdy wpadnie się w zupełnie nowe otoczenie, w którym czasem trudno się odnaleźć. Co ty na to?

Klaudia zastanowiła się przez chwilę. W zasadzie nie był to taki głupi pomysł. Te pół godzinki mogła poświęcić na poznawanie terenu i otoczenia. I do tego w świetnym towarzystwie. To był ten bonus, który przechylił czarę.

– Jasne, tylko wejdę na chwilę na górę – wstała i poczekała, aż jej towarzysz również się podniesie od stolika. – Narzucę coś na siebie, bo kusa sukienka z odsłoniętymi ramionami to jednak trochę za chłodny strój na wiosenny klimat.

– Oczywiście – odpowiedział, idąc za nią niej w kierunku lobby. Klaudia czuła, gdzie w tej chwili wędruje jego wzrok. – Chociaż osobiście uważam, że twój strój, chociaż pewnie nie potrafi zatrzymać temperatury twojego ciała – ponownie prześlizgnął się spojrzeniem po jej krągłościach – ale zdecydowanie potrafi ją podnieść.

Skąd w nim tyle frywolności, pomyślała Klaudia. Czy w tych sferach to normalne, że wyrażają aluzje w tak bezpośredni sposób? A co mi tam? To tylko spacer. Krótki.

Niemniej jednak ta dwuznaczna natura jej towarzysza intrygowała ją coraz silniej.

– Ty chyba jesteś niezłym kobieciarzem, Maks – to nie było pytanie, wiec nie oczekiwała odpowiedzi. Od razy złożyła propozycję – poczekaj więc na mnie 10 minut, Dobrze?

– Już nie mogę się doczekać – odparł szarmancko i usiadł w fotelu w lobby. Klaudia nacisnęła guzik kabiny windy i po chwili wznosiła sie do apartamentu.

Gdy „pudrowała nosek” i rozbebeszała walizki w poszukiwaniu jakichś ciepłych swetrów i legginsów, Maks cierpliwie czekał w lobby. Nagle podeszła do niego Agata.

– Szefie – odezwała się usłużnym tonem – wszystko już przygotowane. Czy plan pozostaje bez zmian?

Mężczyzna przywołał w pamięci smukłe uda Klaudii, krągłe biodra i apetyczne piersi. Ale najbardziej urzekły go jej oczy, przenikliwa inteligencja i łańcuszek na prawej nodze. Potwierdziło się to, co mówił Rafał. Zdecydowanie nie czuł się zawiedziony. O nie. Czuł się w całości zafascynowany tą kobietą. Wykreował obraz, jak wyglądały by jej oczy, gdyby wsadził jej w usta swojego penisa i pchnął aż do gardła. Spodobała mu się ta, miał nadzieję, prorocza wizja. Zastanowił się nad odpowiedzią. Recepcjonistka czekała cierpliwie.

– Myślę, Agato – odpowiedział milczącej dziewczynie – że trochę zmienimy zasady gry.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone jako wymagane. *