Wyszła do salonu. Żadnych wiadomości od Rafała.
Poczuła, że ma ochotę na kawę.
Rozbebeszyła walizkę i wyciągnęła kilka kiecek. Rozłożyła je na oparciu narożnika i poddała analizie. W co się ubrać do restauracji?
Wybrała elegancką, ołówkową sukienkę udekorowaną we wzory, które wytrawny projektant, autor tego kroju, określił na początku sezonu jako „imancypantne”. Cokolwiek to miało znaczyć, sukienka jej się podobała. Prosta, ale elegancka. Kobieca. Sięgająca do połowy ud. Tak, pomyślała przeglądając się w lustrze i kręcąc biodrami w analizie tego, jak układa się rozkloszowany materiał, doskonale.
– Świetna z ciebie dupeczka – powiedziała do siebie samej zadowolona z widoku. Po czym chwyciła torebkę i wyszła na korytarz, kierując się wprost do ulokowanej na parterze restauracji.
Po wyjściu z windy skręciła w prawo. Miejsce, w którym chciała skosztować kawy ucieszyło ją rozmieszczonymi w ośmiokątnym schemacie stolikami. Barman zajęty polerowaniem szklanek uśmiechnął się do niej. Przeszła przez salę, której umeblowanie nie przytłaczało przepychem. Lekki zapach polnych kwiatów z bukietów ulokowanych na każdym stoliku przyjemnie drażnił jej zmysły.
Podeszła do najdalszego od wejścia stolika i usiadła. Po minucie pojawił się kelner z kartą. Zamówiła latte.
– I coś na przekąskę – doprecyzowała zamówienie.
Czekając na obiecaną kawę i kawałek ciasta z czekoladą, cieszyła się chwilą spokoju. Celebrowała te kilka minut relaksu. Przed udaniem się do strefy SPA chciała nacieszyć się kulturalną, umiarkowanie dystyngowaną atmosferą miejsca. Chciała wyczuć ten hotel. Jego atmosferę. Tego, co „szepczą” mury. Oraz tego, jak szybko płynie czas w miejscu przeznaczonym dla zaspokajania potrzeb gości bardziej wyszukanej kategorii.
Była zadowolona, że wybrała miejsce, pozwalające podziwiać naturalny rytm tego miejsca. Samotny stolik, tuż przy oknie otwierającym widok na połacie ogrodów, kortów tenisowych i majaczących w oddali ścian lasu. Po rozległych, unoszących się i opadających falami łąkach tańczył blask wiosennego słońca co i rusz upstrzony cieniem chmur, które zazdrośnie przesłaniały światłu dostęp do tego, co pod nimi. Błękit nieba rozcinały pląsy ptaków, kreślące pierzaste esy-floresy. Widok uspokajał i napawał radością.
Nagły zachwyt zaburzył widziany peryferyjnie ruch. Odwróciła głowę. Od strony kuchni wynurzyła się dziewczyna niosąca kawę i ciastko. Klaudia od razu poznała w niej Agatę. Twarz recepcjonistki i, jak się okazało, również kelnerki, zdobił serdeczny uśmiech, a z oczu dało się wyczytać szczerą sympatię. Klaudia zupełnie automatycznie, zgodnie ze swoja naturą, odpowiedziała uśmiechem, dziwiąc się, że to właśnie ona, a nie kelner, przynosi jej zamówienie. Podejrzewała, że Agata potrzebowała tylko pretekstu, by wyrwać się zza kontuaru. Albo po prostu chciała ją wybadać.
Podejrzenia okazały się słuszne.
– Proszę, oto pani kawa i poczęstunek – odparła całkowicie swobodnie. – Jak się pani u nas podoba? – To pytanie zabrzmiało całkiem niewinnie.
Taca wylądowała na stoliku.
Klaudia przeczuwała, że Agata ewidentnie oczekiwała konkretnej odpowiedzi, ale na pytanie, które miało dopiero paść. Dlatego nie odpowiadała. Czekała na to, które Agata chciała zadać naprawdę. Nie pomyliła się.
– Apartament przypadł pani do gustu? – Wreszcie zadała właściwe. – Czy oby wystarczająco wygodny i – uśmiechnęła się szerzej – zadowalający?
O ty cholero, pomyślała Klaudia. Nie pojawiły się w niej jednak żadne oznaki negatywnych emocji. Była raczej rozbawiona i skora do podjęcia wyzwania. Chcesz się bawić w te gierki, pomyślała? Dobra.
– Jest wspaniały, Agato. – Bezpośrednie mówienie do niej po imieniu miało odnieść właściwy skutek, świadczący o relacji klient – gość. – Pomieszczenia są wystarczające.
Rozmówczyni jednak nie dała się zbić z pantałyku. Jej zadziorna pewność siebie nie gasła.
– Tylko wystarczające? – Na jej ślicznej twarzy zagościła strapiona mina.
Ale Klaudia znała te numery na wylot. W końcu pracowała w szkole, w której takie wyskoki kreatywnej młodzieży to codzienność. Udawana troska, fałszywe emocje i przesadna pewność siebie demaskowały oszusta w sekundę.
– Rafałowi zdaje się wystarczać – uniosła ręce, jakby chciała szybko pospieszyć z uspokajającą nowiną – i ja jestem przekonana, że gdy pracował tu sam, apartament był wręcz doskonały. I taki jest w rzeczywistości, spokojnie. Naprawdę. Martwię się tylko… – zawiesiła teatralnie głos i przyłożyła palec do ust, jakby niepokoiła ją jakaś myśl.
– O cóż się pani martwi, Pani Klaudio? – Agata natychmiast przystąpiła do diagnozowania usterki i odkrycia przyczyny niewygody swojej rozmówczyni.
Tego typu obiekcje u gości przebywających w najlepszym apartamencie należało zawsze traktować priorytetowo. Narzekania, nawet wyimaginowane, były niedopuszczalne i należało je natychmiast usunąć. Gdyby do uszu jej szefa doszły plotki o tym, że ignoruje potrzeby gości, miała by porządne kłopoty.
– Wiesz, Agato… – Klaudia posłała jej zuchwałe i jednocześnie powłóczyste spojrzenie. – W zasadzie to mogę ci o tym powiedzieć, bo przecież jesteś z obsługi, prawda? I możesz znać kogoś, kto potrafi rozwiać moje rozterki? Prawda? Na pewno znasz kogoś takiego, Agato – stwierdziła, nie zapytała.
Na ustach recepcjonistki pojawił się ledwo widoczny grymas. Jednak panowała nad sobą doskonale. Klaudia, jakby od niechcenia niespiesznie mieszała kawę w filiżance.
Agata spojrzała dyskretnie najpierw na brzęczącą łyżeczkę, a później na nienapoczęte torebki z cukrem i pokiwała głową w z uznaniem. Czyli to ostentacyjne, powolne mieszanie kawy bez cukru było tylko teatralną zagrywką. Czymś, co miało wywołać określony efekt. Brawo, pomyślała Agata. Jej rozmówczyni okazała się naprawdę interesującą i godną uwagi osobą. Piekielnie ostrą i nieziemsko przebiegłą. Przebiegłą tak, jak potrafi być tylko kobieta.
Klaudia odłożyła łyżeczkę i zamoczyła wargi w piance swojego latte.
– Rafał wróci do mnie po południu i, rozumiesz, zastanawiałam się, czy sypialnia, łazienka i salon są – upiła większy łyk, patrząc w oczy rozmówczyni – jakby to rzec? Odpowiednio wytłumione.
Odstawiła filiżankę i patrzyła na Agatę wyraźnie oczekując odpowiedzi. Gdy ta nie nadchodziła, postanowiła doprawić intrygę.
– Lubimy z mężem dużo, często i bardzo głośno. Martwimy się o spokój pozostałych gości hotelowych – dokończyła i tryumfująco, niby od niechcenia odkroiła kawałek ciasta.
Agata postanowiła się odsłonić. Jej rozmówczyni pokazała odpowiednią klasę i zasługiwała na pełne szacunku uznanie. Dlatego też, pomijając całkowicie protokół obsługi gości hotelu, zaryzykowała bezpośredni kontakt. Taki, który pokaże Klaudii, że nie tylko przejrzała jej grę, ale winszuje pomysłowości i sprytu. Takie coś, chciała tego, czy nie, zasługiwało na szacunek i uznanie.
– Winszuję tej wspaniałej gry – powiedziała nie spuszczając wzroku – to imponujące prowadzić ją z tobą, Klaudio – zwróciła się bezpośrednim imieniem, co zaskoczyło imienniczkę. – Gra, którą prowadzisz jest naprawdę rozkoszną odmianą od tego, co mam na co dzień. Będę cię wypatrywać po mojej zmianie. Myślę, że na pewno się spotkamy. W tych, lub innych okolicznościach. Mamy chyba sporo do omówienia. I – oplotła wzrokiem jej sylwetkę – wiele ze sobą wspólnego.
– Wygląda na to, że tak – odpowiedziała Klaudia, która wyłapała w mig jej słowa i kryjące się za nimi intencje.
Agata wstała. Ponownie przybrała oficjalną służbową postawę i manierę.
– Zapewniam, że cały apartament jest doskonale wytłumiony. Nic niepokojącego i rozkosznego – Klaudia mogła by przysiąc, że dziewczyna puściła do niej oczko – przepraszam, chciałam powiedzieć: zbyt głośnego, nie wydostanie się poza jego mury. Chyba, że postanowicie państwo otworzyć okno i uraczyć nas odgłosami swoich, jakby to rzec? Przygód? Ale to zależy od państwa decyzji. Gwarantuję jednak, że cokolwiek miało by się wydarzyć w murach tego przybytku, nie zgorszy nas i nie zaskoczy. Zapewniamy profesjonalną obsługę i pełną dyskrecję. – Znowu przybrała ten oficjalny ton.
– Dziękuję za wyjaśnienie – uśmiechnęła się do niej również rada z tak wybornej rozmowy – będę o tym pamiętać.
Agata odwróciła się i skierowała w stronę zaplecza. Po kilku krokach odwróciła się niespodziewanie, łapiąc Klaudię na tym, jak ta gapi się na jej tyłek. Uśmiechnęła się zadowolona z reakcji.
– Do wieczora sporo może się wydarzyć. Prawda? – dodała.
Klaudia lekko spłonęła, przyłapana na bezczelnym wpatrywaniu się w zgrabną dupkę Agaty, ale szybko przybrała pokerową minę.
– Prawda – uśmiechnęła się, czując chęć spotkania tej dziewczyny jeszcze raz – oby.
Agata opuściła pomieszczenie restauracji zgrabnie kołysząc biodrami. Klaudia była pewna, że trasa, którą obrała nie była najłatwiejszą drogą do wyjścia. Byłą za to najbardziej efektowną. Zdecydowanie to przedstawienie z kołysaniem biodrami i kręceniem tyłkiem było zarezerwowane właśnie dla niej.
Na chwilę zapadła cisza.
– Ach ten personel – usłyszała nagle wydobywający się zza jej pleców baryton – czasem mam wrażenie, że za bardzo się spoufalają. Nie uważa Pani?



Zostaw komentarz